Trzeci blok naszym okiem

Zapraszamy do zapoznania się z naszą oceną trzeciego bloku spotkań w wykonaniu Ajaksu.

Trzeci blok spotkań rozpoczęliśmy od meczu z Heraclesem Almelo trudno tutaj o jakieś niezwykłe wnioski. Zagraliśmy naprawdę niezłe spotkanie, szybko strzeliliśmy gola i w zasadzie zamknęliśmy mecz jeszcze w pierwszej połowie. Rywale nie byli tego dnia wymagającym przeciwnikiem i wypunktowaliśmy ich tak, jak powinniśmy robić to znacznie częściej. Mecz bez większej historii, ale zasługujący na słowa uznania. 

Drugie starcie z Duńczykami było jedynym dobrym mecze, jaki Ajax rozegrał w tej edycji Ligi Mistrzów. Wybiegamy nieco do przodu, bo przecież później były jeszcze mecze z Liverpoolem i Atalantą, ale nie ma co tutaj zwlekać i się oszukiwać. W pierwszej połowie nieco się męczyliśmy, nie mogliśmy strzelić gola, ale w drugiej połowie zawodowo wypunktowaliśmy rywala i wygraliśmy bardzo pewnie i zasłużenie. To było spotkanie, które pozwoliło mieć nadzieję, że ta drużyna jest jeszcze w stanie zagrać coś dobrego w tej edycji i awans nie jest niemożliwy. 

Będąc na fali wygranej pojechaliśmy do Emmen i mimo, że rywal był jaki był, znowu zagraliśmy bardzo fajne spotkanie, gdzie trudno się było do czegoś przyczepić. Graliśmy dobrze, strzelaliśmy świetne bramki, w Klaassenie obudził się playmaker pokroju Kevina de Bruyne i naprawdę dostaliśmy drugi mecz z rzędu, gdzie można było sądzić, że ta drużyna złapała wysoki poziom i weszła w doskonały okres w najlepszym możliwym momencie. Niestety dalekie były to od prawdy.

Mecze z Liverpoolem i Atalantą skomentujemy razem, bo w zasadzie wyglądały podobnie. Co prawda w meczu z The Reds Ajax nie musiał szukać wygranej. Zwycięstwo w zasadzie nic by nam nie dało, ale czy to oznaczało, że nie warto o nie grać? Amsterdamczycy znowu wyszli na mecz na Anfield bez większych jaj i chęci do tego, aby zaatakować. Defensywna postawa zemściła się, kiedy kuriozalny błąd popełnił Andre Onana. Mecz z Włochami był już kwintesencją fatalnej postawy Ajaksu w tym sezonie Ligi Mistrzów. Nie mowa tu już nawet o słabej grze, braku wielkiej dominacji. Mowa o nastawieniu. Holandia grzmiała po tym meczu, bo postawę Ajaksu trudno było zrozumieć. Przez niemal cały mecz Joden grali tak, jakby to remis dawał im awans do fazy pucharowej. Przez 90 minut stworzyliśmy sobie jedną sytuację na zdobycie gola. Jedną! Wszyscy rzucili się z pretensjami do Klaassena, który owszem powinien był trafić, ale obarczanie go tym, że przez 90 minut nie potrafiliśmy stworzyć sobie żadnej innej okazji było grubą przesadą. Po losowaniu fazy grupowej mówiliśmy, że o awans będzie bardzo trudno o ile w ogóle jest on możliwy. Nie oczekiwaliśmy więc tego, że z łatwością wyjdziemy z grupy. Oczekiwaliśmy jednak, że zagramy lepiej, ambitniej i bezkompromisowo i bez głupich kalkulacji. Inną sprawą jest to, że po losowaniu nie wiedzieliśmy, że grać będziemy z niemal Liverpoolem B. Wiele osób bardzo boli to, że tak to nazywamy, ale jak nazywać to inaczej? Liverpool grał oba mecze bez wielu podstawowych graczy, a w rewanżu w bramce stał człowiek, którego nazwisko słyszeliśmy pierwszy raz. W obronie oba mecze grał środkowy pomocnik, a od 60 minut pierwszego meczu na boisku nie było ani Salaha, ani Mane. Nie wiedzieliśmy też, że Atalanta nie będzie tą samą drużyną, co rok temu i że w klubie będzie panował konflikt. Reasumując bazując na wielu tego typu czynnikach, ten awans był realny, ale oczywiście przy lepszym nastawieniu, chęciach i nieco lepszej grze. Niestety w tym sezonie zabrakło nam wszystkiego i zupełnie zasłużenie odpadliśmy z Ligi Mistrzów. 

Mecz z Twente Enschede był w wykonaniu Ajaksu kuriozalny i tutaj też nie ma się co zbytnio rozwodzić. Cała drużyna zagrała fatalny mecz i przegrała to zupełnie zasłużenie. W tym spotkaniu nie było nikogo, kogo można byłoby za coś wyróżnić. Klaiber kompromitował się na każdym kroku, niewiele lepiej grali jego koledzy z defensywy, a przód był totalnie bez pomysłu. 

Starcie z PEC znowu wlało małą nadzieję w serca, że ten rok uda się doczłapać do końca z kompletem zwycięstw. Niestety tak nie było. Te spotkania znowu skomentujemy wspólnie, bo rozwodzić się nad każdym nie ma sensu. Końcówka roku pokazała po raz kolejny jak mierna jest ta kadra. Liderem stał się nagle Huntelaar, który przez połowę sezonu był przyklejony do ławki. 37-latek dał radę i był jednym z najlepszych graczy Ajaksu, ale to naprawdę nie świadczy o tej drużynie dobrze. Sześć bramek straconych w dwóch meczach, kiedy jednym z rywali jest ADO, to również nie jest powód do dumy. Ajax nie miał żadnego pomysłu na to, jak rozegrać ostatnie mecze w tym roku. Widać było już zmęczenie, znużenie  i duże osłabienia. Niestety wyraźnie wyszło na jaw to, że niektórzy gracze to nie poziom Ajaksu i wypadałoby im w końcu podziękować i przestać udawać, że nadają się do gry w Amsterdamie.

Z tego miejsca chcielibyśmy też po części wspomnieć o niektórych zawodnikach i ich indywidualnych występach. Z wielu względów odpuścimy sobie typowe podsumowanie z ilością minut, bramek czy asyst. Te informacje są ogólnie dostępne i jeśli ktoś będzie miał ochotę, z łatwością takie informacje znajdzie. Chcemy natomiast skomentować czy też podzielić się naszą opinią na temach kilku zawodników, którzy z jakiegoś powodu się wyróżnili – nie zawsze w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Na pierwszy rzut Andre Onana i Nicolas Tagliafico. Zarówno Kameruńczyk jak i Argentyńczyk mają w naszych sercach miejsce już na zawsze, bo zrobili dla tego klubu naprawdę wiele dobrego i ostatnie sukcesy są ich naprawdę dużym udziałem. Niestety brutalna prawda jest taka, że obaj zabawili w Amsterdamie nieco za długo i nie mają już motywacji do tego, aby grywać na wsi w Hadze czy Venlo. W ogóle się nie dziwimy, bo wiele osób uważa Tagliafico za jednego z najlepszych lewych obrońców świata. Onana w formie to też bez wątpienia TOP 10 na całym świecie. Niestety w ostatnich tygodniach widać było, że Tagliafico nie jest już sobą. Nie ma tej agresji i chęci, która go charakteryzowała. Być może to kwestia zmęczenia, braku kontaktu z rodziną o którym wspominał, ale naszym zdaniem to po części wypalenie. Nico marzy już o transferze do większej ligi i na to już najwyższy czas. W lecie jego odejście wydaje się być pewne i naprawdę dziwimy się, że to mówimy – ale oby tak się stało. Onana to Onana…jego styl go charakteryzuje i jest unikalny. Mimo wszystko Kameruńczyk zaczyna przesadzać ze swoim lekceważącym podejściem do rywali i spotkań. Andre to dalej bardzo wysoki poziom, ale w ostatnich tygodniach popełnił więcej błędów niż przez cały sezon 18/19. Nie znajdziemy drugiego takiego bramkarza i nikt nie wejdzie na poziom Kameruńczyka. Mimo wszystko trzeba chyba poszukać odświeżenia na bramce.

Nie sposób nie odnieść się również do pary naszych stoperów. Blind i Schuurs to tykająca bomba i można mieć pewność, że w niemal każdym meczu ona wybuchnie. Jak nie jeden to drugi zrobi coś, po czym można się tylko łapać za głowę. Blind jest chimeryczny i robi się to już irytujące. Już nieraz mówiliśmy, że trudno mieć pretensje o jego dyspozycje zdrowotną i siłową. Po takich problemach fakt, że Daley gra na takim poziomie jest wyjątkowy i naprawdę chwała mu za tą odwagę. Trudno jednak tłumaczyć to, ile fatalnych decyzji zaczyna podejmować. 90% spotkań przepełnionych jest jego idiotycznymi podaniami prosto pod nogi rywali. Owszem Blind gra ofensywnie, rozgrywa nasze akcje i przy takiej grze zdarzają się zagrania nieudane. Inną sprawą jest dograć nieco niedokładną piłkę na 40 metrów do przodu, a inną oddawanie piłki prostym podaniem na 5-10 metrów. Schuurs naszym zdaniem rozwija się za wolno. Wiele mówi się, że De Ligt też robił błędy. Robił, ale nie przez pół sezonu. Można zawalić jeden mecz, drugi, czy nawet piąty, ale wszystko ma swoje granice. Kiedy myśleliśmy, że Perr zaczął już łapać pewien poziom i wszedł na wysoki level swojej gry, w końcówce znowu zaczął być ogrywany jak dziecko. W Tilburgu kosztowało nas to punkty. Nie będziemy już wracać do jego żenujących występów w Lidze Mistrzów, bo to nie ma najmniejszego sensu i wszyscy pamiętamy, jak to wyglądało. Nasza para stoperów była w tej rundzie tak słaba, że ilość straconych bramek jest wręcz szokująca (mało ich!). Postawimy jednak chyba nie kontrowersyjną tezę, że mocniejszy środek obrony dałby nam jednak awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów.

Powyżej wspomnieliśmy o graczach, w przypadku których trzeba przestać się oszukiwać. Jednym z takich jest z pewnością Zakaria Labyad. Marokańczyk jest już irytujący. Miewa on lepsze mecze i na tle Emmen czy ADO potrafi się nawet wyróżnić. Wydaje nam się, że na Ajax to jednak za mało. W starciu z lepszymi rywalami Labyada nie było. Oglądanie kogoś takiego na pozycji numer 10 w meczach Ligi Mistrzów to obraz nędzy i rozpaczy. Marokańczyk to po prostu słaby piłkarz, który nie poradził sobie w Portugalii, nie poradził sobie na drugim poziomie rozgrywkowym w Anglii, a ktoś wpadł na pomysł, że nagle poradzi sobie w Lidze Mistrzów. Jak długo o sile naszych akcji będzie decydował Zakaria Labyad, tak długo nie będziemy mogli liczyć na nic dobrego. 

Tytuł najbardziej żenującego zawodnika bezsprzecznie należy jednak do Quincy Promesa. Holender zanotował tak wielki zjazd, że to jest po prostu nie do pojęcia. Przez długi czas nie mogliśmy tego zrozumieć. Wszystko wskazuje na to, że jego fatalna gra związana była z incydentem i późniejszym aresztowaniem. Czy to jednak powód do tego, aby rozgrzeszać tego piłkarza? Naszym zdaniem nie. Jeśli faktycznie Promes był zaangażowany w atak nożem, świadczy to tylko o jego głupocie. Ciężko powiedzieć, czy Promes zdoła jeszcze wrócić do przyzwoitej formy, ale póki nie weźmie się w garść nie powinien wchodzić na boisko. Pewnie tak by się stało, ale trudno nie dawać mu szans, jeśli na ławce siedzi jeszcze Victor Jensen, który sam chyba zastanawia się, co tam właściwie robi. 

W pierwszej części sezonu najwięcej wygrał chyba Ryan Gravenberch. Młody Holender miał średni początek, ale potem wszedł na naprawdę doskonały poziom. Zniknął stres, zniknęły obawy, skończyło się chowanie za rywalami i unikanie wzięcia odpowiedzialności za grę. Młody pomocnik urósł i dojrzał do roli lidera środka pola. Gravenberch nie schodzi już obecnie poniżej pewnego poziomu, ale miewa jeszcze słabsze mecze w momencie, kiedy nie ma obok siebie dobrze dysponowanego partnera. Słaba forma Klaassena odbiła się w końcówce również na Ryanie.

Kilka słów należy się jeszcze Kudusowi i Antonemu. Obaj piłkarze to transfery trafione w 10. Brazylijczyk ma wahania formy, ale bez niego nasz atak obecnie nie istnieje i nie ma w nim żadnego elementu zaskoczenia. Ghanijczyk rozkochał w sobie fanów Ajaksu w kilka spotkań i obecnie wszyscy modlimy się, aby wrócił do zdrowia i takiej formy, jak przed kontuzją. Z Kudusem ten sezon można jeszcze uczynić naprawdę udanym. Bez niego i bez poprawy gry raczej sukcesów nam nie wróżymy.

Jeśli mielibyśmy ocenić tę rundę w skali od 0 do 5, stawiamy na 1,5 maksymalnie 2. Niestety fakty są takie, że zaczęliśmy grać coraz słabiej, przewaga w tabeli stopniała, zaczęło nam brakować pomysłu na grę i odpadliśmy z Ligi Mistrzów. Mamy wątpliwości, czy faktycznie “pod względem gry i wyników jesteśmy tam, gdzie chcielibyśmy być.” – jak powiedział to Erik ten Hag.

 

Share:

3 Responses to the post:

  • Dookie
    at 12:34

    Jak wspomniano w artykule trzeba zakładać niemal na pewno, że w lecie opuści nas Tagliafico, wysoce prawdopodobne wydaje się odejście Onany, być może również Neres. Stracimy znowu 3 zawodników pierwszego składu i znowu będziemy musieli ich zastąpić jeszcze w tym samym okienku. Tagliafico na lewej obronie nie ma na tę chwile odpowiedniego zmiennika, Martinez nie jest graczem na tę pozycje. Postawa Scherpena w meczu z Utrechtem nie pozostawia złudzeń, że trzeba będzie w ekspresowym tempie szukać bramkarza. Naturalnym następcą Neresa powinien być Antony, natomiast tracąc Davida tracimy głębie składu, więc wypada również tutaj rozejrzeć się za wzmocnieniem. Te potencjalne transfery będą trafione jak Kudus i Antek albo będą nietrafione jak Marin. Dlaczego nie możemy robić takich ruchów na rynku zimą i zabezpieczać się na przyszłość z głową? Dlaczego każdy poważny klub na świecie może przeprowadzać dobre transfery w zimowym okienku a dla Ten Haga jest to niemożliwe? Budując w ten sposób możemy jedynie co roku liczyć na cud jak w sezonie 18/19 albo stopniowo przyzwyczajać się do powrotu do przeciętności na arenie międzynarodowej.

    • tomek0906
      at 17:12

      Antony został klepniety już zima do nas, a to raczej niezły transfer. Jakie dobre transfery poważnych klubów zima masz na myśli? Pewnie coś tam można znaleźć, ale zima wiadomo, że nikt kluczowych graczy się nie chce pozbywać( my też tego nie robimy). Jest eriksen I Milik do wziecia… realne? ^^. Może ktoś wyróżniający się się z Ere, ale inne kluby wola wytransferowac do innego kraju niż wzmacniać nas. Sezon 18/19 był „cudem” , skończmy tym żyć, przecież w naszym przypadku to brzmi już jak drużyna archiwalna, prawie nikogo nie ma, norma.

  • Dookie
    at 20:15

    Rzecz jasna nie miałem na myśli „bomb” kalibru Eriksena czy Milika, zresztą co do drugiego to jestem zdania, że byłby to w tej chwili strzał w kolano. Chodzi mi o utalentowanych chłopaków, którzy z czasem mieliby przejąć miejsce w 1 składzie po uprzedniej aklimatyzacji. Wspomniałeś o Antonym, który mimo, że został zaklepany zaraz po zimowym okienku to przyszedł dopiero latem. Na szczęście bardzo szybko pokazał się z dobrej strony i przekonał do siebie wszystkich sympatyków ale co by było gdyby nie wypalił? Kilka razy tej jesieni jego dobra postawa w znacznej mierze decydowała o dobrych wynikach w Eredivisie. Chciałem jedynie zwrócić uwagę na to, że polityka kadrowa mogłaby być realizowana nieco bardziej długoterminowo. Szczególnie w obliczu tak napiętego terminarza z jakim mamy obecnie do czynienia.

  • Dodaj komentarz