Tym razem będzie nieco ostrzej i nie dla ludzi o słabych nerwach 🙂 Pora powiedzieć sobie prawdę w wielu aspektach. Każdy może mieć swoją opinię, być może wiele rzeczy jest przesadzonych, ale rozgoryczenie jednak bierze górę.

Wczorajszy remis z ADO Den Haag sprawił, że miarka się przebrała. Rozczarowanie jest tak wielkie, że nie sposób tego opisać. Ilość krytyki jaka spada na Ajax zewsząd również jest ogromna.

Fachowcy nie pozostawiają suchej nitki na Ten Hagu oraz zawodnikach Joden, którzy wczoraj po raz kolejny totalnie się nie popisali i nie podołali wydawało się prostemu zadaniu.

Zacząć wypadałoby właśnie od Erika ten Haga. Szkoleniowiec ma w Amsterdamie bardzo trudny początek, bo mimo tego, że Marcel Keizer został zwolniony za wyniki, pewnego rodzaju poprzeczkę zawiesił dość wysoko. Fachowcy słusznie zauważają, że różnicy pomiędzy Ajaksem Keizera, a Ajaksem Ten Haga nie widać. Ajax wcale nie gra lepiej, a można wręcz powiedzieć, że słabiej. Za Marcela Keizera Joden stali się jedną z najskuteczniejszych drużyn w Europie. Za Ten Haga Ajax ma problemy ze zdobywaniem bramek i wczoraj był tego najlepszy przykład. Trudno mówić, że każdemu zdarza się taki mecz, bo tydzień temu w Zwolle również zamiast 4-5 bramek zdobyliśmy aż jedną. Największy żal do Ten Haga trzeba mieć o to, że po przyjściu do Ajaksu tak naprawdę nie zmienił nic. Keizer wymyślił tymczasowy plan z De Jongiem na środku obrony, a Erik kurczowo się go trzyma, mimo tego, że z perspektywy czasu nie jest to najlepszy pomysł. Frenkiemu trzeba dać pewien margines błędu w grze na nowej pozycji, ale nawet z nim trzeba uczciwie przyznać, że gra słabo.

Często po zatrudnieniu nowego menadżera mówi się o efekcie nowej miotły, ale na jakiej podstawie ten efekt miałby powstać? Z tymi samymi zawodnikami, z tym samym nastawieniem i taktyką. Ajax nie zmienił się w ogóle, o ile jak już wyżej wspomnieliśmy nie zmienił się na gorsze. Ten Hag mówi o nowych impulsach, chwali drużynę za liczbę stworzonych sytuacji i to po meczu w którym być może przegrał mistrzostwo kraju. Fachowcy słusznie zauważają też fakt, że Ajax to nie Utrecht. Tutaj remisy z ADO Den Haag przyjmuje się jako porażkę, a nie kolejny punkcik w tabeli.

Po przejęciu sterów przez Ten Haga zmiany widać również w grze indywidualnej poszczególnych graczy. David Neres w niczym nie przypomina zawodnika z poprzedniej rundy. Brazylijczyk jakby nie może rozwinąć skrzydeł i gra po prostu inaczej. Nie widać u niego tego polotu i nieprzewidywalności, którą imponował. Kluivert też jakby nie jest sobą, ale tutaj pewnie problem siedzi w głowie w 100%. Za dużo myśli o transferach i kontraktach, a za mało ciężkiej pracy na treningu.  Nie dziwmy się wielkiej fali krytyki i gwizdów w kierunku Hakima Ziyecha. Oglądając mecze na Live Score, Marokańczyk może być faktycznie gwiazdą Ajaksu , bo statystyki ma niezłe. Przyglądając się bliżej grze tego zawodnika widać ogromne braki, błędy i słabości. Na szczęście żyjemy w czasach, gdzie każdy kontakt z piłką, podanie, czy przebiegnięty kilometr jest dokładnie zapisywany. Otóż wczoraj nasz gwiazdor stracił piłkę 47 razy i pobił haniebny rekord z sezonu 2010/11. Ziyech faktycznie zagra czasem piłkę po której można złapać się za głowę, ale potem pięć razy kopnie ją prosto pod nogi rywala….

Inną słuszną rzecz zauważa legendarny Mr.Ajax. Swart stwierdził, że w grze Ajaksu nie widać, iż ten klub faktycznie chce mistrzostwa. Trudno się z tym nie zgodzić oglądając pierwszą połowę meczu z ADO. Śmiało można założyć, że gdyby Joden w pierwszej połowie zagrali tak jak w drugiej, tego jednego gola udałoby się zdobyć. Pierwsza część meczu została jednak całkowicie przespana, Ajax grał niemrawo, nie śpieszył się z atakami, tak jakby był przekonany,że przecież w końcu się uda. Przecież jesteśmy Ajaksem i każda drużyna będzie przed nami klękać. Niestety te czasy się już skończyły i Ajax straszy już tylko nazwą, ale również coraz w mniejszym stopniu. Coraz więcej drużyn po prostu czuje, że jest w stanie wygrać z Joden i po prostu to robią.

Swart powiedział kiedyś, że Ajax był tak mocny, iż rywale bali się wychodzić z nami na boisko i już byli przegrani. Te czasy minęły jednak bezpowrotnie i warto byłoby przywyknąć do nowego porządku rzeczy.

Od dawna wiemy już to, że problem siedzi w głowach tych zawodników, ale może warto się zastanowić czy również nie w umiejętnościach? Ilu graczy z Ajaksu czy to całej Eredivisie robi karierę za granicą? Jak wyglądają występy holenderskiej młodzieży w rozgrywkach europejskich? Tak bardzo chwalimy się naszą szkółką i wielkimi talentami, a tymczasem chłopaki przegrywają z PSG, które raczej wielkiej sławy akademii nie ma. Gdzie jest w tym momencie Davy Klaassen? Jak odbił się od Manchesteru United Memphis Depay? Gdzie są wszystkie nasze wielkie talenty na czele z Kishną, El Ghazim i wieloma innymi? Wszyscy przepadają i może trzeba sobie w końcu uświadomić, że brakuje nam klasowych zawodników. Kto lepszy ucieka stąd bardzo szybko. Śmiało pokuszę się o stwierdzenie, że z Sanchezem czy Traore bylibyśmy dzisiaj liderem ligi i zmierzali po mistrzostwo.

Ktoś pisał, że po sezonie pożegnamy się z De Jongiem, Kluivertem, De Ligtem czy Neresem i nagle stanie się dramat. Może jednak nie? Może tego w końcu potrzeba, aby naprawdę przewietrzyć szatnię i skończyć się oszukiwać, że mamy wielkich zawodników. Ci zawodnicy nie potrafią pokonać ADO u siebie, mają pełne gacie jadąc do Utrechtu, a więc czego chcemy szukać w Europie? Trzeba w końcu zacząć grać ludźmi z umiejętnościami, ale również takimi, którzy w głowie nie mają przeświadczenia, że są królami świata. Chociażby umiejętności był wielkie, jeśli w głowie dzieje się źle, nic z tego nie będzie.

Patrząc na postawę menadżerów od czasu De Boera, aż tęskni się za poczciwym Frankiem. Sam nie wierzę, że można tęsknić za De Boerem, ale jednego odmówić mu nie można. Człowiek ten miał wielką charyzmę i szacunek wśród zawodników. Frank nie miał problemu z tym, aby w trakcie meczu zrugać kogoś od góry do dołu. W kolejnych latach po De Boerze, takich rzeczy raczej już nie oglądaliśmy. Wskazówki w trakcie meczu przekazuje się piłkarzom przy linii, głaszcząc ich przy tym po głowie.

Biorąc pod uwagę wszystko powyższe, trudno z optymizmem patrzeć w przyszłość. Co po tym sezonie? Czy Ten Hag powinien zostać zwolniony? Być może, ale co to da? Kto obejmie tą drużynę? Ktokolwiek by to nie był, znowu przegramy wszystko na początku sezonu, potem będziemy starać się gonić i skończy się tak jak w ostatnich dwóch (w tym włącznie) sezonach. Ten Hag dostał jasny cel, ale dostał też zadanie trudne, bo trzeba gonić rywala. Z drugiej jednak strony, Ten Hag już teraz stracił dość punktów, a więc wykonywanie zadań idzie mu średnio. Gdybyśmy wygrali wszystko w tej rundzie, a i tak nie zostali mistrzami, wówczas Erik winny by nie był. Przegrywamy wyścig tylko na własne życzenie, gramy słabo, nieskutecznie, nie mamy dobrej taktyki, trener podejmuje dziwne decyzje, a niektórzy myślą już o odejściu. Jak to może się udać?

Share:

Dodaj komentarz