Ten Hag: Świetne zwycięstwo

Mimo tego, że niemal wszyscy fani Ajaksu bez wyjatku widzieli bardzo słaby Klasyk, Erik ten Hag był zadowolony.

Menadżer po raz kolejny pokazał, że żyje w zupełnie innym świecie niż 99% kibiców Joden i pochwalił swoją drużynę za mecz z Feyenoordem.

„Świetne zwycięstwo. Ten mecz miał dwie twarze. Pierwsza faza należała do Ajaksu. Byliśmy przekonujący i dobrzy z piłką przy nodze. Stworzyliśmy sobie wiele sytuacji i strzeliliśmy świentego gola. Pod koniec pierwszej połowy Feyenoord zaczął grać inaczej. Druga połowa była bardzo trudna i słowa uznania dla chłopaków, że to przetrwali.”

„W drugiej połowie musieliśmy się cofnąć, ale czasem trzeba wygrać mecze w ten sposób. Mamy najgorszy terminarz ze wszystkich i kiedy widzę, jak chłopcy sobie z tym radzę: duże słowa uznania. Wygraliśmy ten mecz siłą woli. Mogliśmy jednak zamknąć ten mecz wcześniej. Szukaliśmy gola na 2:0, co sprawiłoby, że cały mecz byłby łatwiejszy. Tworzyliśmy sobie ku temu okazje.”

Mimo dość odmiennej od innych opinii na temat meczu, Ten Hag przyznał chociaż, że jego drużyna miała z rywalami dużo problemów i ci zagrali dobry mecz.

„Feyenoord wytyczył w tym meczu nowe standardy i nie wszystko udawało nam się w 100%. Rywale grali szybciej, ale myślę, że dobrze się do tego dostosowaliśmy. To jednak wymagało dużej fizyczności. Mieliśmy z tym problemy w drugiej połowie. Nie graliśmy wertykalnie, a momeny z wolnym partnerem dostrzegaliśmy zbyt późno.” – dodał Erik, dla którego wygrana nad Feyenorodem była 100 jako trenera Ajaksu.

„To świetne, ale nie przywiązuję wielkiej wagi do takich statysyk. Kolejny mecz to bardzo ważne starcie z AZ. Na szali jest puchar, a więc musimy się dobrze do tego przygotować.”

Share:

4 Responses to the post:

  • Lesley
    at 06:32

    Nie chcę się czynić jakimś wielkim znawcą Ajaksu i Amsterdamu, bo wiele jest osób mających i dłuższy staź i więcej wyjazdów i wszystkiego. Przeraża mnie jednak trochę, jak bardzo niektórzy (jak widać Erik też) nie rozumieją niektórych rzeczy. Jeśli tym stylem wygramy mistrzostwo to pewnie będziemy się cieszyć i zapomnimy o tych męczarniach. To jest jednak jeden taki mecz (czy dwa) w roku, w których nie ma, że „nieważne w jakim stylu, ważne punkty”. To jest coś więcej niż mecz o punkty. Moralnie to Feyenoord wyjechał z Amsterdamu z punktami, bo przeważał, miał więcej okazji, a my wstydliwie ograniczaliśmy się do wybijania piłek na pałe do przodu. Ja jestem zażenowany tym, jak tak słaby klub mógł na Arenie tak nas zepchnąć do obrony, a jeszcze później ktoś wychodz i mówi o świetnej wygranej. Chyba nie ma w Holandii kibica, który po tym meczu jest zadowolony. Padają wręcz słowa, że taka wygrana to jak porażka – i cóż, ja nie jestem daleki od takiego stwierdzenia. Naprawdę ten mecz znaczy coś więcej niż mecz o punkty i do zapomnienia. Ale żeby to zrozumieć trzeba jednak wyjść troszkę dalej niż za ekran swojego telewizora czy laptopa.

    A Erikowi mam nadzieję, że po sezonie się już podziękuje. Nie powiem złego słowa jeśli skończy ten sezon z mistrzostwem, ale mimo tego będzie trzeba się rozstać. Jego chore trzymanie się schematów, wybieranie sobie pupilków jak Labyad, Promes, Ekkelenkamp czy nawet Blind jest niepojęte. Ludzi pokroju Martineza się niszczy i kto na Boga zdecydował, że woli od Langa Ekklenkampa. Wiedział co będziemy grać na koniec mecz i że to Feyenoord będzie cisnął, a w miejsce najbardziej kreatywnego i najszybszego piłkarza wpuszcza tego Marokanskiego parodystę. Schuurs niby został odstawiony za słabą formę, ale i tak wchodzi bronić wyniku, a Martinez przyspawany do ławki.

  • Tomasz Bieleń
    at 10:35

    Panowie bądzmy realistami. Na obronie nie ma kogo wystawić, ławki my praktycznie nie mamy, co chwile są jakieś kontuzje, Kudus i neres praktycznie niedostępnie od pół roku. Dobrze ze jest Andrzej który w kazdym meczu nam ratuje punkty.

    Erik musi wybierac pomiedzy Promesem a Labiadem….. to czego my oczekujemy.

    Jeśli uda sie dowieźć 1 miejsce do konca sezonu to bedzie swietnie a wtedy o jakości wszyscy zapomną. Puchar to moze byc dla nas loteria a o Lidze europy to juz radze zapomnieć do Francuzi nas rozjada.

  • mhekwei
    at 21:51

    Możemy chyba mówić o niewoli własnego sukcesu – z jednej strony klub nie zwolni ot tak Ten Haga, który kiedyś prawie przeszedł Ligę Mistrzów, a z drugiej sam Erik nigdzie się nie ruszy, bo chyba jednak czuje, że jest cienki jak kocie wąsy. Były już jakieś niesnaski na początku jego pracy w Amsterdamie – później o tym zapomniano, bo każdy wolał widzieć ładniejszą wersję tej historii. A może prawda jest taka, że zatrudniono Dyzmę, który wie kiedy wepchnąć kogoś innego pod ciężarówkę, ale wybielić siebie. On nigdy nie zbudował żadnego zawodnika, bo nie ma jaj i wiary we własne przekonania – dlatego żongluje piłkarzami, pokazując jak to niby szuka optymalnych rozwiązań, ale nie ma z czego lepić, więc zdejmuje ich w przerwie albo pokazowo trzyma na ławce. Inna sprawa, że czasem nagle na kluczowy mecz postanawia odkurzyć kogoś, kogo wcześniej wytarzał w błocie (Wober grywał chyba więcej w LM niż w Eredivisie, Dolberg nagle wyszedł na Tottenham, Martinez zagrał z Atalantą). A kiedy już nie ma innego pomysłu, to wpuszcza Huntelaara – co akurat ostatnio się udało, ale chyba wszyscy pamiętamy jak to zazwyczaj wychodziło.

    Ale w sumie nic dziwnego, że trzyma się utartych schematów. Kiedy zarotował składem pomiędzy meczami ze Standardem, to prawie przegrał z Heraclesem – i przestał rotować. Kiedy grywał Frenkiem na obronie, to po 30 minutach wydawało się, że PSV nam zapakuje co najmniej piątkę. Każdy popełnia błędy, ale z perspektywy czasu za dużo widać tych chybionych wynalazków.

    • Lesley
      at 06:24

      MHEKWEI wiem chyba do czego uderzasz, ale trudno było mieć wtedy pretensje. Pomijając pierwsze pół roku Erika w Amsterdamie, kolejny okres był dla nas bardzo udany. Owszem zdarzały się wpadki jak te, które wspomniałeś, ale ogólnie ciężko było mieć pretensje do człowieka, który awansował do LM, wyszedł z grupy i utrzymywał się w walce o tytuł. Bronił nas styl gry (prawie zawsze) no i wyniki. Więc nawet kilka dziwnych decyzji można było łatwo wybaczyć. Obecnie nie broni nas nic. Odpadliśmy z LM, z LE odpadniemy na Lille, czuję w kościach, że w czwartek skończy się przygoda z pucharem, a liga nie jest niczym pewnym. W dodatku styl żenujący ostatnio. No i na koniec w swoim pamiętnym sezonie Erik odstawił całkowicie Marokańczyka wiedzac, że ten na ten poziom się nie nadaje. To że teraz go odkurza myśląc, że coś się zmieniło jest chore. No gra niby kim ma, ale są jakieś granice, bo jeśli bierzesz na ławkę Neresa, tzn, że jest gotowy do gry. Jeśli nie jest to po cholerę tam siedzi? Jeśli jest, to kto o zdrowych zmysłach wybierze nad niego Labyada. Takich wyborów jest wiele.

      Ja głęboko wierzę, że to będzie koniec tej przygody, bo już na to najwyższy czas po prostu. Nie będziemy się gniewać, rozejdziemy się w zgodzie i chyba nie ma na co czekać.

      Jedyne z czym się nie zgodzę to chyba to, że Erik uważa się za słabego – nie sądzę, zdecydowanie nie sądzę :))

  • Dodaj komentarz