Okres Świąteczny powinien kojarzyć się ze spokojem, czasem spędzonym z rodziną i życzliwością. W tym roku w Amsterdamie zamiast tego mieliśmy ogromną burzę…

Decyzja o zwolnieniu nie tylko Keizera, ale również Spijkermanna i Bergkampa wywołała szok chyba we wszystkich kibicach Ajaksu. Nikt nie spodziewał się, że po odpadnięciu z pucharu, cały sztab może stracić pracę. O ile zwolnieniem Keizera „śmierdziało” w tym sezonie już kilka razy, nikt nie sądził, że polecą po prostu wszyscy.

Działania władz Ajaksu okazały się dla wielu wielkim Świątecznym prezentem. Keizer nie był ulubieńcem wśród fanów Joden i ostatecznie znaczna większość przyklasnęła decyzji Overmarsa i Van der Sara. Mimo wielu nerwów i rozczarowań, Keizera szkoda. Szkoda po prostu po ludzku. Marcel znalazł się w miejscu, w którym nie powinien się znaleźć w tym momencie. Były szkoleniowiec Jong Ajax został rzucony na głęboką wodę mimo, że tego nie chciał. Keizer preferował pracę w roli asystenta, ale wpływ Bergkampa był tak duży, iż Marcel został menadżerem pierwszej drużyny.

Zdania co do zatrudnienia Keizera były raczej podzielone. Jedni mieli nadzieje na przeniesienie gry Jong Ajax do pierwszej drużyny, a drudzy dalej rozpamiętywali doskonały, atrakcyjny futbol Petera Bosza, chociaż ostatecznie zakończony brakiem Eredivisie, KNVB Beker i Ligi Europy. Ajax wydawał się zmierzać jednak w dobrym kierunku, ale jak to zazwyczaj bywa, wszystko nagle się zepsuło. Do sprawy odejścia Bosza można wracać i wracać, a opinie i tak będą podzielone. Jedni mają żal do menadżera i uważają, że głównym czynnikiem odejścia była oferta z Dortmundu, podczas gdy inni są całkowicie przekonani, że to konflikt doprowadził do rozłamu. Jak było naprawdę nie dowiemy się nigdy. W całej sprawie jedno jest pewne, w Ajaksie nie działo się dobrze i Dennis Bergkamp doprowadził do odejścia już niejednej ważnej dla Ajaksu postaci.

Wracając jednak do samego Keizera. Marcel od samego początku miał bardzo trudne zadanie, bo musiał dorównać futbolowi prezentowanemu przez Bosza. Oczywistym jest, że pod wodzą Petera, Joden grali naprawdę dobrze, efektownie i taki futbol chciałoby się oglądać zawsze. Tego nikt chyba nigdy nie negował. Początek pracy Keizera to jednak pasmo pecha, dramatu i braku wsparcia. Były już menadżer musiał poradzić sobie z dramatem Appiego. Historia Nouriego wstrząsnęła całym światem i mimo, że Keizer nie spowodował dramatu piłkarza, na pewno historia ta długo siedziała i pewnie dalej siedzi w jego głowie. Trener może nauczyć się wiele, ale nigdy i nigdzie nie dowie się jak zaradzić takiemu dramatowi. Niepewne przygotowania do sezonu, odwołane mecze, treningi szybko przełożyły się na grę. Ajax już na początku sezonu przegrał kwalifikacje do Ligi Mistrzów, a następnie odpadł również z Ligi Europy. Każdy uczciwy kibic powinien przyznać, że Keizer cierpiał również kadrowo. W lecie klub opuścili liderzy wszystkich formacji. Sanchez był jednym z najlepszych piłkarzy w klubie od czasu Christiana Eriksena. Davy Klaassen był sercem Amsterdamu i prawdziwym przywódcą, nawet kiedy brakowało piłkarskiej klasy. Bertrand Traore miał swoje wady, bywał nieskuteczny, ale dawał drużynie niesamowicie dużo w momencie kiedy do drużyny dopiero wprowadzał się Neres, a Kluivert stawiał swoje pierwsze kroki w zawodowej piłce. Co natomiast otrzymał Keizer? Dwóch rezerwowych bramkarzy i Kolumbijczyka, który swój debiut zaliczył po niemal pół roku pobytu w klubie. Sytuacja kadrowa zmusiła Keizera do gry Dijksem, którego przykład jest hańbą na transferowym tle Ajaksu. Gracz, który był z klubu wyrzucany już trzy razy nagle staje się podstawowym zawodnikiem. Absurdalna sytuacja.

Żeby się jednak dobrze zrozumieć. To nie tekst pochwalny i mówiący o tym, że w klubie popełniono błąd. Keizer powinien być zwolniony, ale już wcześniej. Nie w momencie, kiedy klub ma za sobą triumf nad liderem i ówczesnym wiceliderem ligi. Marcel powinien stracić pracę zdecydowanie wcześniej, w momencie kiedy nie miał na tą drużynę żadnego pomysłu. Jesteśmy w połowie sezonu, a Ajax ustabilizował jedenastkę dopiero kilka tygodni temu! Keizer zmieniał skład i taktykę tak często, że sam doprowadził do braku stałego ustawienia. Jak wybrać odpowiednią taktykę sugerując się jednym rozegranym meczem. W oczach menadżera słaby wynik w jednym spotkaniu był podstawą do szukania innego ustawienia w kolejnym meczu. Grzechem Keizera są również wybory czysto kadrowe. Keizer na siłę pchał do drużyny Dolberga, mimo tego, że Duńczyk jest w fatalnej formie i Huntelaar zjada go w każdym elemencie gry. Hunter nie jest już graczem pierwszej młodości, brakuje mu wiele, ale mimo tego przerasta swojego młodego kolegę znacznie. Ciężko też pozbyć się wrażenia, że Keizer znalazł obecną taktykę tylko dlatego, iż na brak gry zaczynał narzekać Frenkie de Jong. Nie chcąc się nikomu narazić, Marcel zaczął wystawiać De Jonga, chociaż to przyniosło oczywiście bardzo pozytywny rezultat.

Keizerowi zabrakło charakteru do prowadzenia pierwszej drużyny takiego klubu jak Ajax. Marcel prawdopodobnie był zbyt podatny na sugestie swojego bliskiego kolegi, który forsował jego zatrudnienie. Pytaniem bez odpowiedzi pozostanie jednak, jak członek sztabu szkoleniowego może mieć tak wielki wpływ na wybory w klubie? Jak „tylko” asystent może doprowadzić zwolnienia szefa akademii klubu czy menadżera pierwszego zespołu? Dlaczego asystent miał przeważające zdanie w kwestii zatrudnienia nowego szkoleniowca i przeforsował pomysł dyrektora sportowego, który chciał zatrudnić Michaela Laudrupa. Na koniec pytanie: dlaczego do tego wszystkiego doprowadzono, chociaż ostatecznie Bergkamp w końcu stracił pracę?

Mimo tych wszystkich problemów, Keizer w jakiś sposób zdołał spisywać się w lidze lepiej od Bosza (statystycznie), zdołał poradzić sobie z problemem Nouriego i zdołał coś ugrać z tą niesamowicie słabą kadrą. Ajax w dalszym ciągu ma szanse na to, aby sięgnąć po mistrzostwo kraju. Keizerowi wypada podziękować za pracę w Amsterdamie i życzyć powodzenia w dalszej pracy trenerskiej. Wierzę, że Marcel znajdzie klub, w którym będzie mógł pokazać co potrafi.

Share:

Dodaj komentarz