3 lipca 1974 roku. Tłumy przybywają na niemiecki obiekt Westfalenstadion w Dortmundzie. Wszyscy pragną zobaczyć pojedynek dwóch niezwykle utalentowanych drużyn. Ogromna była stawka meczu. Zwycięzca kilka dni później stawiał czoła gospodarzom turnieju w walce o Puchar Świata. Osiągnięcie, które gwarantowało zapisanie nazwisk bohaterów w historii futbolu.

Kilka minut po przerwie reprezentacja Holandii szybko wznawia grę z rzutu wolnego. Dobrze zbudowany młodzieniec z długimi włosami rusza z futbolówką. Oddaje piłkę koledze z drużyny, jednak otrzymuje po chwili zwrotne podanie. Zawodnik przez chwilę zwątpił w to, czy uda mu się utrzymać posiadanie piłki. Musiał dobiec do futbolówki, jednak wyzwanie rzucił mu obrońca przeciwników. Zabrzmi to bardzo wzruszająco, lecz nasz młodzieniec nigdy nie był z rodzaju tych, którzy poddają się bez walki. Decyduje się więc na wślizg. Wyciąga swoją nogę tak daleko jak tylko jest to możliwe. Jeden silny dotyk wystarczył, by podbić piłkę nad wychodzącym z bramki golkiperem. Perfekcyjna trajektoria lotu i świadkami jesteśmy zdobycia gola.

Strzelcem bramki był, rzecz jasna, Johan Neeskens.

Przypadkowo spotkanych ludzi na ulicy można zapytać o zagadnienia Futbolu Totalnego oraz Złotej Ery w Holandii z lat 70. ubiegłego stulecia. Jedenaście spośród dziesięciu ankietowanych odpowie bez zastanowienia „Johan Cruijff”. Zdobył uznanie w swoich zespołach, również wykazał się niezwykłymi umiejętnościami indywidualnymi. Zdaniem wielu ludzi zrewolucjonizował ówczesny sport. Poziom kunsztu i umiejętności z połączeniem z boiskową wszechstronnością i wydajnością było czymś bez precedensu w tamtejszych czasach. Świat został dosłownie zahipnotyzowany po ujrzeniu tego piłkarskiego Mesjasza.

Futbol Totalny przedstawiony przez Michelsa nie polegał jedynie na efektownych zagraniach i zwycięstwach. Jest to kolejny przejaw dualizmu występującego w przyrodzie. Istniała bowiem druga strona zdumiewającej filozofii Michelsa, która była niemalże maniakalna. Bezwzględny pressing i nieustające nękanie przeciwnika, który był w posiadaniu piłki. Innymi słowy, Cruijff przedstawiał nam pierwszą stronę, Neeskens natomiast tą drugą.

Neeskens nie był produktem słynnej akademii Ajaksu. Był diamentem znalezionym w zupełnie innym miejscu, mianowicie w Racing Club Heemstede w 1970 roku. Był swego rodzaju dodatkiem do układanki Michelsa, który budował drużynę, by zdobyć europejską sławę. Tak jak dokonał tego Ernst Happel, prowadząc Feyenoord i zdobywając honor bycia pierwszą holenderską drużyną z europejskim trofeum.

19-letni prawy obrońca był objawieniem dla zespołu oraz szkoleniowca. Jego upór i zawziętość w grze doskonale sprawdzało się chociażby w parze z wizjonerskim defensorem Veliborem Vasoviciem. Bardzo dobrze wychodziła również próba wprowadzenia stosowania pułapki ofsajdowej.

Niestrudzony biegacz – Neeskens został niedługo później przesunięty przez Michelsa do drugiej linii. Trener uznał, że jego charakter i waleczność może być bodźcem dla całego zespołu w odpowiednich momentach. Chodziło oczywiście o czerpania z kluczowej holenderskiej koncepcji zwężania pola gry. Drużyna ustawiała się w specjalny sposób, by zmniejszyć boisko i zdecydowanie ograniczyć możliwości ekipy przeciwnej. Takie kompaktowe ustawienie pomagało również w natychmiastowym odebraniu piłki. Sjaak Swart stwierdził kiedyś, że Neeskens z powodzeniem mógłby zagrać za dwóch środkowych pomocników.

Ogólne zadania miał dość proste i były one niszczycielskie. Nawet wspaniały Eusebio nie mógł przebić się przez tego „pilota kamikadze” – jak określany był Neeskens. Swego czasu Bobby Haarms opisywał tego zawodnika jako postrach legend, który nie miał problemu ze sprawieniem im anonimowości. Nie był to jednak koniec boiskowych umiejętności Neeskensa. We wspomnianym na samym początku tekstu spotkaniu Holandii z Brazylią Neeskens zagrał w środku pomocy obok dwóch graczy Feyenoordu. Byli to Wim Jansen oraz Wim van Hanegem. Piłkarz Ajaksu otrzymał jednak specjalne zadanie taktyczne. Miał on naciskać na Brazylijczyków tak by przesunąć ich drużynę do głębokiej defensywy. Ekipa z Ameryki Południowej nie była wówczas przygotowana na pojedynek z takim kolektywem taktycznym. Neeskens ustawiał się więc bardzo wysoko i ofensywnie, zajmując przy tym uwagę defensorów Brazylii. Pozostawiona została duża przestrzeń w drugiej linii, z której potrafili skorzystać Cruijff oraz Van Hanegem.

W sposobie gry Neeskensa była pewna niepowtarzalność. Był bardzo agresywny, lecz przy tym efektywny i pewny siebie z niebywałą zimną krwią. Nie może więc nikogo dziwić fakt, że doskonale sprawdził się w Hiszpanii podczas spotkania El Clasico. Do złudzenia przypominał wściekłego byka, który atakuje swoją „ofiarę” i natychmiast sprowadza ją do parteru. W 1975 roku przekonał się o tym gracz Realu Madryt, Paul Breitner, który został potraktowany właśnie w taki sposób. Zupełnie bez zaskoczenia przyjęto również przydomek Neeskensa w Barcelonie, który brzmiał „El Toro”.

Neeskens miał nieśmiertelną postawę na murawie. Jego styl gry wymagał pełnego zaangażowania i małej troski o zdrowie i bezpieczeństwo własne a także przeciwników. Wszystko w dążeniu do tego, by jego drużyna zwyciężyła. Każdy trener w jego karierze, również Michels, doradzał mu, aby nieco przystopował i dostosował swoją grę tak, by nie narażać siebie i innych na poważne kontuzje. On jednak nie reagował. Jakiś czas później krótko opisał swój sposób bycia:

„Kiedy wychodzę na boisko zawsze chcę wygrać i dostać piłkę. Nie martwię się wtedy o siebie.”

Być może to było dokładnie to co wyróżniało chłopaka z Heemstede na murawie. Zapomnij o taktyce, zapomnij o ideologiach piłkarskich czy różnych systemach. Obserwując go mogłeś dowiedzieć się wiele nie tylko o nim, lecz także o całej drużynie. Mogłeś tak samo jak miliony innych kibiców zakochać się w sposobie jego gry. Tak na ludzi działało jego nieustające dążenie do zwycięstwa i niepohamowana energia w walce o piłkę.

W związku z tym Neeskens mógł cieszyć się wręcz kultowym statusem. Był wspierany przez fanów gdziekolwiek się udał i szanowany przez sympatyków jego obecnego klubu. Dziewczyny uwielbiały go ze względu na wygląd gwiazdy rocka z tymi długimi ciemnoblond włosami i oczami koloru oliwkowego. Jednakże ludzie ze wszelkich środowisk, różnych płci czy zawodów zakochali się przede wszystkim w jego pasjonującej grze na boisku. Wydawał się on być ucieleśnieniem ducha walki.

Współcześnie wielu fanów kojarzy Futbol Totalny tylko z Johanem Cruijffem. Tak jakby jego innowacyjna gra wraz z pomysłami trenera Michelsa miały wyłączny wpływ na ten sukces. Cruijff był rzeczywiście efektowny i wykonywał kawał dobrej roboty na boisku, lecz szczerze mówiąc to wszystko mogłoby się okazać niemożliwe, gdyby nie wszyscy pozostali zawodnicy, którzy swoim charakterem i wpływem stali się częścią całego Futbolu Totalnego.

Konsekwencją czczenia Cruijffa jako „Piłkarza Totalnego” było oczywiście to, że z wczesnego okresu lat 70. XX wieku bardzo wielu geniuszy z Ajaksu czy reprezentacji Holandii zostało zwyczajnie pominiętych i niedocenionych. Wciąż znaczna liczba osób w Holandii uważa, że Wim van Hanegem był tak samo dobry jak Cruijff, lecz bardziej pracował w defensywie. To z kolei czyniło go zawodnikiem jeszcze bardziej kompletnym niż holenderska legenda.

Johan Segon (czyli Johan Drugi – tak nazywali Neeskensa kibice FC Barcelony; tożsamość pierwszego Johana jest oczywista) był więc nie tylko bezwzględnym niszczycielem o zimnej krwi. Był również najbardziej kompletnym pomocnikiem w historii futbolu. Prawdopodobnie jest też pierwszym przedstawicielem pomocnika, o którym współcześnie szczególnie Anglicy mówią „box-to-box midfielder”. W wolnym tłumaczeniu – pomocnik nieustannie biegający od jednego pola karnego do drugiego.

Każdy gracz z tamtych drużyn zasługiwał na miano „Piłkarza Totalnego”. Neeskens bez cienia wątpliwości jest jednym z tych zawodników. Mógł on być płynnie i z powodzeniem przesunięty na każdy obszar boiska. Mógł otrzymać specjalne zadania nie tracąc przy tym swoich kluczowych umiejętności. Ponadto potrafił doskonale panować nad piłką czy wygrywać pojedynki główkowe. Neeskens niejednokrotnie zostawał bohaterem spotkań dzięki spektakularnym trafieniom. Słynął przecież także ze swojego potężnego uderzenia. Jego podania były dostojne i przemyślane. Postawił bardzo wysoko poprzeczkę przyszłym liderom futbolu, którzy odpowiedzialni są za dyktowanie tempa gry.

Przez zdecydowaną większość swojej kariery Neeskens pozostawał w cieniu Cruijffa. Kiedy tylko popularny „El Salvador” osiągał absolutny szczyt, Neeskens zaczynał podążać dokładnie taką samą ścieżką. Neeskens poszedł za nim do narodowej reprezentacji Holandii. Później został nagrodzony transferem do Barcelony, gdzie sprowadził go Rinus Michels wraz z Cruijffem. Zdawano sobie bowiem sprawę z tego, że do ogromnych sukcesów Cruijffowi będzie bardzo potrzebny Neeskens. Drużyna potrzebowała właśnie takiej osoby, który dosłownie wywalczyłaby odpowiednio dużo miejsca na boisku, by zabłyszczeć mogła legenda.

Johan Neeskens był częścią Futbolu Totalnego i to częścią niezastąpioną. Całkowicie niezbędną do osiągnięcia takiego wielkiego sukcesu. Polegała ona na twardej obronie i wręcz okrutnym rozwiązywaniu boiskowych problemów. Była to niestety również część pomijana i niedoceniana, o czym wspominaliśmy. Tak jakby nie była atrakcyjna i przyjemna dla oka. Neeskens był dla Cruijffa niczym George Harrison dla Johna Lennona.

Neeskens poszedł w ślady Cruijffa również jeśli chodzi o transfer za Atlantyk. Pomocnik podpisał kontrakt z New York Cosmos, natomiast holenderska legenda zdecydowała się wówczas na Aztecs. Niestety, Neskeens nie był w stanie osiągnąć sukcesów w Stanach Zjednoczonych. Chłopak wyglądający jak gwiazda rocka zaczynał staczać się właśnie w stylu takiej gwiazdy. Jego życie przepełniły różne uzależnienia z alkoholem, kokainą i hazardem na czele. Dręczyło to go przez znaczną część jego życia.

W 1981 roku 30-letni wówczas Neeskens desperacko próbował odbudować swoją karierę. Spóźnił się na lot własnej drużyny na bardzo ważny finał konferencji w Los Angeles. Został przez to zawieszony na czas nieokreślony przez trenera Hennesa Weisweilera. Tymczasem niezbyt dobrze w kwalifikacjach do Mistrzostw Świata w 1982 roku radzili sobie Holendrzy. Zespół potrzebował wszelkiej iskry, by zacząć zwyciężać decydujące spotkania. Ówczesny selekcjoner Oranje, Kees Rijvers zdecydował się na podróż do Nowego Jorku, by zobaczyć w jakiej dyspozycji znajduje się Neeskens. Rijvers powiedział zawodnikowi, że da mu szansę gry od początku meczu z Belgią jeśli utrzyma dobrą formę.

To podziałało na Neeskensa, który ciężko pracował każdego dnia, nawet poza treningami, by znaleźć się w perfekcyjnej formie. Nie potrzebował tylko treningów wślizgów. To było w jego naturze.

Doczekał się. Pod koniec 1981 roku Neeskens wrócił do reprezentacji narodowej i po raz kolejny mógł ubrać pomarańczową koszulkę. Bilety zostały wyprzedane, kibice przemierzyli tysiące kilometrów, by na własne oczy ponownie zobaczyć swojego bohatera. Mecz odbywał się na De Kuip w Rotterdamie. Zawodnicy drużyny holenderskiej czuli już narastające napięcie spowodowane fantastycznym dopingiem swoich kibiców. W pewnym momencie wszyscy jednak zaczęli się zastanawiać i rozglądać. „Gdzie jest Johan?” Zrobiło się niemałe zamieszanie, gdyż nie mogli go znaleźć, na ich oczach powoli ukazywało się widmo zdrady, złości i rozczarowania. Gdzie podział się człowiek wieczoru?

Kilka minut później wszyscy otrzymali odpowiedź i mogli odetchnąć z ulgą. Długowłosy zawodnik z oliwkowymi oczyma wbiegał na murawę. Trybuny na stadionie trzęsły się, tysiące kibiców zaczynało wiwatować na widok swojego ulubieńca. „Johan! Johan!” Dokładnie w tym momencie aż ciężko było uwierzyć, że wszyscy mieli na myśli Johana wojownika. Neeskensa, nie Cruijffa.

Bardzo często obaj zawodnicy są postrzegani jako dwie strony medalu. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że oni świetnie się uzupełniali. Cruijff imponował umiejętnościami indywidualnymi i efektowaną, przyjemną dla oka grą. Neeskens w tym samym czasie walczył i wypracowywał przestrzeń dla innych kolegów, stwarzał przewagę. Neeskens potrzebował więc takiego geniusza jak Cruijff, by wykorzystał stworzoną przestrzeń i by jego zaangażowanie nie poszło na marne. Dychotomia, czyli dwudzielność jest tutaj dość myląca i fałszywa. Obie części są całkowicie komplementarne. Naprawdę potrafili pracować w duecie i utworzyć system, który był potężniejszy niż oni razem wzięci. To była esencja Futbolu Totalnego.