Drugi blok spotkań naszym okiem

Piłkarze Ajaksu rozjechali się na mecze reprezentacji i zakończyli drugi blok spotkań w tym sezonie. Pora na małe podsumowanie.

Joden wrócili do rozgrywek po pierwszej przerwie reprezentacyjnej, którą poprzedziła porażka w Groningen. W drugim bloku Ajax rozegrał 7 spotkań, z których wygrał 5, 1 zremisował, a 1 przegrał. Stosunek bramkowy wyniósł 30 bramek strzelonych do 7 straconych. Ekipa Ten Haga bilansem bramkowym jest liderem Eredivisie i pozostaje w grze o Ligę Mistrzów. Nieźle? Oczywiście, że tak i nikt tego nie neguje. Czy mogłoby jednak być lepiej i czy wszystko wyglądało tak, jak wyglądać powinno? NASZYM zdaniem nie, a o tym krótko poniżej.

Spotkanie z Heerenveen było w wykonaniu Ajaksu pierwszym naprawdę niezłym meczem w tym sezonie, który pobudził nadzieje. Po pierwsze pokonaliśmy do tej pory niepokonaną drużynę bardzo wysoko, a po drugiej po prostu zagraliśmy dobre spotkanie. Duża wymienność pozycji, wiele składnych akcji i Mohammed Kudus robiący z rywalami co chce. Po 35 minutach w zasadzie było już po zawodach i mimo, że rywale odpowiedzieli golem na 3:1, strata punktów nie wchodziła w grę i chyba nikt się o to nie obawiał. Z ogromnym wyczekiwaniem patrzyliśmy więc na inaugurację Ligi Mistrzów i mecz z Liverpoolem.

Starcie z The Reds nieco podzieliło fanów Ajaksu na tych, którzy widzieli tam dobre zawody i na tych, którzy widzieli gów*o. Przepraszam za wyrażenie, ale w moich oczach tego meczu nie dało się ocenić inaczej, ale chciałbym nadmienić po raz któryś, iż jest to tylko moja własna opinia. Przypomnijmy, że Liverpool grał w tym meczu bez kilku swoich podstawowych graczy, a po godzinie na boisku była już w zasadzie drużyna B, z 20-latkiem i środkowym pomocnikiem w linii obrony. Ajax już od pierwszej minuty pokazał, że w sumie nie myśli o wygraniu tego meczu. Do dzisiaj nie wiemy, czy Ten Hag faktycznie zmienił taktykę, ale wszystko wyglądało na to, że faktycznie gramy bardzo defensywnym 4-4-2. Z całym szacunkiem do wszystkich opinii, ale my się na takie rzeczy nie godzimy, bo Ten Hag co mecz powtarza, że „trzeba grać swoje”, w takim razie, czemu w tym meczu postanowiliśmy zamurować bramkę, a nie grać swoje. To nie był Ajax jaki my znamy i kochamy. To była taktyczna parodia, która skończyła się tym, iż w meczu na Johan Cruyff ArenA: oddaliśmy mniej strzałów, mieliśmy mniejsze posiadanie piłki, mniejszą celność podań i samą ich ilość, a w efekcie przegraliśmy niemal z rezerwami Liverpoolu. Jeśli dla kogoś uderzenie w słupek i kilka przypadkowych lag do przodu, które stworzyły jakieś okazje to wystarczająco, to ok. Dla nas to trochę za mało, ale przecież każdy z nas ma prawo mieć swoją opinię. Wydaje nam się jednak, że jest to jednak lekka hipokryzja, bo po losowaniu wielu kibiców głośno krzyczało, że ta grupa jest do zrobienia, awans jest spokojnie w zasięgu, a nagle po tak tragicznym meczu i stracie 3 punktów mówimy….”no ok, powalczyli chłopcy, przecież to Liverpool.” Ten mecz był jednym z gorszych w wykonaniu Ajaksu pod względem nastawienia i gry, jaki widziałem od dawna. Jeśli rewanż na Anfield będzie wyglądał podobnie, to chyba będzie trzeba darować sobie oglądanie. Mamy takie, a nie inne oczekiwania i nie zamierzamy się z nich tłumaczyć. Zarzucanie nam tego, że jesteśmy malkontentami i że cały czas nam się coś nie podoba jest dla nas lekko irytujące, bo mamy wrażenie, że czasem ludzie nie próbują nawet zrozumieć naszego toku rozumowania. My nigdy nie będziemy się tu kierować zasadą, że „swojej drużynie się kibicuje zawsze i nie można powiedzieć złego słowa”.

Po feralnym meczu z Liverpoolem pojechaliśmy do Venlo i tutaj w zasadzie długie komentarze są zbędne. To był mecz, w którym Ajaksowi wychodziło wszystko. Joden nie mieli tego dnia rywala, bo ten pozwalał na wszystko, ale mimo tego gra zasługuje na dużą pochwałę, a nastawienie i chęć dalszej gry i strzelania były naprawdę imponujące. Taki Ajax właśnie chcielibyśmy oglądać i nie chodzi tutaj o strzelanie 13 bramek co mecz. Chodzi o nastawienie do meczu, podejście i chęci zgodne z filozofią tego klubu.

Drugi mecz w Lidze Mistrzów był w naszym mniemaniu o wiele lepszy od pierwszego. Nie udało nam się wybitnie zdominować rywala, ale mimo to nie przegraliśmy „pojedynku strzeleckiego”, mieliśmy piłkę pod nogami częściej i wymienialiśmy więcej podań. Optycznie przeważaliśmy w tym spotkaniu i pierwsza część meczu była naprawdę niezła. Zdobyliśmy dwa gole, szukaliśmy trzeciego (na początku drugiej połowy powinniśmy podwyższyć), a w obronie wszystko wyglądało stosunkowo pewnie. Oczywiście Atalanta atakowała, ale większość akcji udało się przecinać szybko i nie dopuszczać rywala pod bramkę Onany. W pierwszej części meczu Onana nie miał wiele roboty i były to naprawdę niezłe zawody. W drugiej połowie daliśmy po prostu dupy i co tutaj dużo mówić? Taka też była nasza opinia po tym meczu i wszelkie sugestie oceniające nas przez pryzmat pierwszej połowy były zbędne i nie na miejscu. Oceniliśmy pierwszą część meczu, a ocena drugiej wywrócona była już o 180 stopni, bo tam nie było czego chwalić. Obrona ze stosunkowo pewnej stała się żenująca, a para Blind-Schuurs kompromitowała się na każdym kroku. Oczywiście mamy duży żal i jesteśmy rozczarowani, że nie wywieźliśmy z Bergamo trzech punktów, bo te były w zasięgu i stosunkowo doświadczona drużyna nie powinna była sobie dać zabrać tego zwycięstwa. Niestety zagraliśmy amatorsko i zasłużenie te punkty straciliśmy.

Za mecz z Fortuną również mamy mały żal i też nie będziemy tego ukrywać. Znowu chodziło o nastawienie do tego spotkania, co było widoczne od początku. Przed tym meczem wszyscy głośno wołali, że „nie wypada wygrywać 13:0!”. Sam Edwin van der Sar w oficjalnym wywiadzie zasugerował, że to zdarzać się nie będzie. Naprawdę? Zabrzmiało to jak lekki żart. Ajax wyszedł na to spotkanie totalnie bezpłciowo, nie pokazał niczego ciekawego i szybko przegrywał. Z ostatnią drużyną w tabeli wygraliśmy w takim stylu, że po meczu pojawiły się sugestie, iż przepchnął nas sędzia i o to samo pretensje mieli rywale. Abstrahując od tego, czy tak było, jak „świetne” spotkanie zagraliśmy, że pojawiły się w ogóle takie głosy? Strzeliliśmy ostatniej drużynie w tabeli pięć bramek, z tego dwie po rzutach karnych, a sami daliśmy sobie strzelić dwa gole (po raz pierwszy w sezonie!). To wszystko na własnym stadionie…

Wyjazd do Danii miał być naszym być albo nie być w Lidze Mistrzów. Być może cała otoczka związana z wirusem jakoś wpłynęła na drużynę, ale ciężko znaleźć słowa usprawiedliwienia za ten mecz. Po 15 minutach prowadziliśmy dwoma golami i mieliśmy wszystko pod kontrolą. W głowie się nie mieści, jak można było pozwolić wrócić rywalom do gry. Uczciwie patrząc powinniśmy ten mecz zremisować lub nawet przegrać. Owszem był to wyjazd w Lidze Mistrzów, ale to właśnie na wyjazdach śrubujemy świetną serię meczów bez porażki i to na wyjeździe rozbijaliśmy Real Madryt, Valencię czy pokonywaliśmy Juventus. Teraz do 90 minuty trzeba było drżeć o wynik w meczu z Duńczykami, którzy kilka dni wcześniej dostali 4 od ligowego rywala i również 4 zapakowała im w pierwszej kolejce Atalanta. Gospodarze oddali więcej celnych strzałów na bramkę i pewnie gdyby nie Onana, tego meczu byśmy nie wygrali. Niech nikt się nie dziwi więc, że pojawia się jakiś tam niedosyt i krytyka. 

W ostatnim meczu przed przerwą pojechaliśmy do Utrechtu. Wspomnijmy o kilku faktach przed tym meczem. Utrecht grał bez kibiców, którzy w ostatnich latach byli chyba największym problemem, Utrecht grał w zasadzie bez trenera i Utrecht w ostatniej kolejce dostał 4 od Heraclesa. Wygraliśmy to spotkanie pewnie i tutaj nikt nie ma wątpliwości. Jednego gola strzeliliśmy jednak z rzutu karnego, po nie ewidentnym faulu oraz w doliczonym czasie gry cudem, bo tak trzeba nazwać wykończenie Promesa. Nie przesadzajmy więc ze spazmami radości na temat naszej gry. Napisaliśmy, że to było dobre, zadaniowe zwycięstwo Ajaksu, bo takie właśnie było. Nie było się do czego przyczepić i tego nie zrobiliśmy, ale czy był to tak bardzo wybitny mecz? Jeśli ktoś tak uważa to w porządku. Naszym zdaniem zrobiliśmy, co mieliśmy zrobić, wygraliśmy i na tym temat należy zakończyć. Przypomnijmy, że kibicujemy Ajaksowi Amsterdam, a nie Heraclesowi Almelo, który z każdej wyjazdowej wygranej robi duże święto. To, że i tutaj pojawiło się kwestionowanie naszych opinii to już dla nas zagadka, naprawdę.

AFCAjax.pl nie jest oficjalną stroną Ajaksu, której nie wypada krytykować drużyny. Prowadzimy sobie malutką stronę, niezwiązaną z klubem i jesteśmy kibicami jak wszyscy. Mamy swoje własne oczekiwania i standardy. Owszem z perspektywy czasu jeśli wygrywasz trofea, wszyscy zapominają o stylu. Póki co jednak mamy jakieś wymagania i chcemy oglądać dobry Ajax. Kiedy gra zasługuje na pochwały to chwalimy. Kiedy coś nam się nie podoba, również mówimy to otwarcie. To się nie zmieni. 

Jeśli mielibyśmy ocenić ten okres w wykonaniu Ajaksu w skali od 0 do 5, myślę, że uczciwą notą byłaby 3,5-4. Wygraliśmy sporo, strzelaliśmy sporo, jesteśmy w grze, ale momentami to dalej nie jest ten styl, który chcemy oglądać, Ten Hag dalej szuka pomysłu na “10”, a linia obrony jest tykającą bombą.

Share:

One Response to the post:

  • Dodaj komentarz